Strona główna Kontakt Mapa strony Kanał RSS





Celebrator - imprezy fanów Depeche Mode





ANDY FLETCHER - Andy o sobie - 1983
     Moi rodzice należeli do pionierów osiedlających się w Basildon, kiedy było to zupełnie nowe miasto. Zostało ono bardzo źle zaprojektowane, a dla młodzieży nie zrobiono wręcz nic, choć ogromna część basildończyków ma mniej niż 25 lat. Na 200 tysięcy mieszkańców przypada tylko jedno kino. Gdy rodzice przeprowadzili się z Notthingham. zaraz po moim przyjściu na świat, tata rozpoczął pracę w fabryce papierosów. Kilka lat później zasugerował mi, abym przyłączył się do drużyny piłkarskiej. Grałem w Boys Brigade aż 10 lat, do osiągnięcia pełnoletności. Razem z moimi kumplami prowadziłem aktywne życie społeczne, obracając się przez wszystkie siedem dni w tygodniu wokół Kościoła i wiary. Vince i ja próbowaliśmy nawracać innych. Vince zajmował trzecie miejsce pod tym względem w lokalnej hierarchii, mimo, że obecnie jest całkowitym ateistą. Oczywiście, przez naszą działalność, byliśmy wytykani palcami, najbardziej krępowały mnie parady w Basildon, w których braliśmy udział ubrani w stroje Boys Brigade. Ten okres ukształtował moją postawę i moją wiarę. Nie jestem praktykującym chrześcijaninem lecz gdy nie chodzę do kościoła, czuję się winnym. Moi rodzice nie są religijni.

     Rozpocząłem naukę w ogólniaku St. Nicholas w klasie z Martinem i Alison Moyet. Soboty spędzałem w barze Boys Brigade. Najlepsze stopnie otrzymywałem z nauk politycznych i chciałem iść na uniwersytet. W wieku 16 lat graliśmy z Vince'em w grupie pod nazwą ROMANCE IN CHINA. Wszystko robiliśmy na wzór The Cure i ich płyty "Three Imaginery Boys", a Vince próbował śpiewać jak Robert Smith. Często też odwiedzaliśmy klub Van Gogh, gdzie grał na gitarze Martin w duecie NORMAN AND THE WORMS, Alison również założyła regularną formację THE VANDALS.

     Któregoś dnia Martin, Vince i ja zebraliśmy się razem i postanowiliśmy rozpocząć wspólne granie w Woodlands Youth CIub. Wtedy właśnie powstały najwcześniejsze utwory Depeche Mode między innymi "Photographic". Martin kupił syntezator i wystąpiliśmy w Woodlands przed dziewięciolatkami. Taki sprzęt był wówczas nowością i bardzo spodoba! się dzieciom, które weszły na scenę i kręciły wszystkimi gałkami Gdy wciągnęliśmy do Depeche Mode Dave'a, stanowiliśmy komplet. Dave miał w Southend duże znajomości i to umożliwiało nam zagranie paru koncertów dla 300 widzów. Nasz image tworzyły wtedy noworomantyczne koszule z żabotami i plisami. W tym samym czasie pracowałem jako agent ubezpieczeniowy. Był to dobrze płatny zawód. Koledzy w pracy nie traktowali Depeche Mode serio, pamiętam, że czułem się ogromnie zażenowany na drugi dzień po występie w "Top Of The Pops". Przekonali się dopiero gdy "New Lite", poprzedzony przez "Dreaming Of Me", dostał się na listy przebojów, a w gazetach pojawiły się nasze zdjęcia i plakaty. Byliśmy niedoświadczeni, ale mieliśmy dóbre piosenki. Ostatnio słyszałem nieprzychylną opinię o jednym z naszych najwcześniejszych koncertów. Uważam jednak, że nie brzmieliśmy wcale źle.

     Martin od dawna pisał dobre utwory. Zawsze wydawał mi się dziwny. Rozgryzłem go dopiero, gdy za moją namową przyłączył się do Boys Brigade. Chyba myślałem, że powinienem, że mógłbym go zmienić. "Blasphemous Rumours" zostały zainspirowane naszymi doświadczeniami. Sporo przyczyniła się do tego lista próśb ludzi cierpiących na różnego rodzaju dolegliwości. Zadaniem czytającego była modlitwa za pierwszą osobę aż do jej śmierci. Kiedy Martin zagrał mi "Blasphemous Rumours", czułem się trochę zgorszony, dlatego też jestem w stanie zrozumieć tych, którym ten utwór się nie podoba. Na pewno stoi na granicy bluźnierstwa i nieprzyzwoitości.

     Moje prywatne, pozamuzyczne życie jest zwyczajne i nieskomplikowane. Mieszkam, ze swoja dziewczyną w Londynie i jeśli wychodzę z domu to po to, by pograć w piłkę nożną, albo poszwędać się ze swoimi kumplami DJ'ami. Kiedy tylko mogę sobie na to pozwolić, oglądam mecze Chelsea. Dużo czytam, najczęściej książki traktujące o Niemczech pomiędzy l i II wojną światową, o powstaniu III Rzeszy, życiu Hitlera i jego dojściu do władzy. Biografia autorstwa Alberta Speara jest fascynująca. Zawsze interesowała mnie historia od strony politycznej, mimo iż nie mam poglądów ugruntowanych w jednym kierunku. Nie jestem socjalistą w pełnym tego słowa znaczeniu, jestem natomiast gorącym patriotą. Znam parę osób, które to krytykują, lecz nic na to nie poradzę. Uważam, że status Wielkiej Brytanii mógłby zmaleć, gdybyśmy zrezygnowali z naszej broni atomowej, nie powinniśmy zmieniać stanowiska w zakresie zbrojeń. Mam w sobie coś z żołnierza.

     Partia Pracy jest słaba, ciągle brak jej odpowiedniego kierownictwa, ale jeśli kiedykolwiek brałbym udział w wyborach, głosowałbym właśnie na nią. Nie mam też nic przeciwko sojuszowi. Wierzę w dobrobyt i w zniesienie prywatnego szkolnictwa. Widzisz więc, że trudno jest mnie scharakteryzować. Jeśli ktoś zapytałby mnie dwa lata temu, czy chcę mieć dziecko - odpowiedziałbym: absolutnie nie! Ale im jestem starszy, tym bardziej to pragnienie rośnie. Nie wierzę w małżeństwo - to banalna instytucja - mimo to ożenię się jednak, bo należę raczej do tradycjonalistów. Moje życie rodzinne było zawsze bardzo szczęśliwe i stabilne. Zawsze żyłem w zgodzie z rodzicami i młodszym od siebie rodzeństwem. Nawet teraz, gdy wyjeżdżamy na tournee, mama ogromnie się o mnie martwi. Wie, że będę postępował właściwie i nie to jest powodem. Chodzi jej o późniejszy niż zwykle powrót do domu.
Strona główna Do góry
Copyright © 2005-2017 Modern Mode
Realizacja : DIALNET
strona główna /  news /  zespół /  dyskografia /  galeria /  teksty /  fani /  archiwum /  strona